Chrysler Diablo – najdroższy prototyp w swoim czasie | Koncepty
0 Flares 0 Flares ×

Chrysler Diablo łączy w sobie niemal wszystko co lubię. Stany Zjednoczone, Włochy, odrobinę szaleństwa i szczyptę zła. Powstał w czasie, w którym ludzkość zachłysnęła się wizją podróży międzyplanetarnych, statkami kosmicznymi i podbojem innych planet.

Stany Zjednoczone, lata pięćdziesiąte. Niedawno skończyła się II wojna światowa. Europa łapała oddech, a pomiędzy dwoma mocarstwami trwała już na dobre tak zwana „zimna wojna”. W 1957 rozpoczął się kosmiczny wyścig zbrojeń. Wtedy to Sowieci wystrzelili na orbitę satelitę Sputnik 1, niedługo potem Amerykanie wystrzelili Explorera 1. Wyścig kosmiczny stał się ważnym aspektem kulturowej, technologicznej i ideologicznej rywalizacji pomiędzy tymi mocarstwami.

Lata 50. i 60. to okres fascynacji kosmosem. Ludzie byli przekonani, że już wkrótce staną się świadkami i uczestnikami wielkich odkryć. Niektórzy nawet planowali zbudowanie na Księżycu stałej bazy będącej przyczółkiem do dalszych podróży.

Chrysler Diablo

Samochód w USA był od zawsze symbolem wolności. Coraz większa ilość pojazdów na drogach spowodowała korki, które z wolnością i jazdą w kierunku zachodzącego słońca niewiele miały wspólnego. Amerykanie XXI wieku mieli więc wznosić się w przestworzach, tradycyjne, asfaltowe drogi miały pozostać już tylko reliktem przeszłości. Większą swobodę miał dawać pojazd latający.  Zimna wojna, wyścig kosmiczny, przewidywania co do przyszłych technologii, które będą służyły ludzkości – wszystko to wpłynęło również na projektantów samochodów.

W 1957 roku pojawił się Chrysler Diablo Cabrio Coupe. Niesamowity projekt, który zrodził się właśnie z fascynacji podbojem kosmosu. W latach 50. projektanci mieli w większości przypadków wolną rękę. Na salonach samochodowych były więc prezentowane szalone koncepcje, w większości przypadków zupełnie niepraktyczne i niemożliwe, aby je wprowadzić do produkcji. W ten sposób producenci sprawdzali reakcję szerszej publiki, a więc swoich przyszłych, potencjalnych klientów.

Chrysler Diablo

Diablo został zaprojektowany przez jedną z najsłynniejszych włoskich firm projektujących nadwozia samochodów. Założona w 1915 roku Ghia pracowała dla Fiata, Alfy Romeo, Lancii, a po II wojnie światowej także dla Chryslera. Tak powstał jeden z najbardziej wartościowych konceptów lat pięćdziesiątych.

Chrysler zainwestował w ten projekt 250 tys. dolarów, co spowodowało, że samochód stał się najdroższym konceptem w swoich czasach. Auto zostało oficjalnie zaprezentowane w 1958 roku na salonie samochodowym w Chicago. Nadwozie zostało wyposażone w składany dach, a pod maską znalazł się silnik Hemi V8 o pojemności 6,2 litra uzbrojony w dwa gaźniki, który generował 375 KM. Napęd przekazywany był za pomocą automatycznej skrzyni biegów. We wnętrzu dominowała kosmiczna deska rozdzielcza i cztery kubełkowe fotele.

Nadwozie to istne arcydzieło zarówno stylistyczne i aerodynamicznie. W stworzeniu jego linii korzystano z tunelu aerodynamicznego, dzięki temu Diablo miał współczynniki oporu na poziomie 0,17 (dla porównania – pokazane w 2012 roku Ferrari F12berlinetta ma współczynnik oporu na poziomie 0,299).

Chrysler Diablo

Po oficjalnej prezentacji samochód został przewieziony do Włoch, gdzie służył firmie Ghia do promocji na targach i salonach motoryzacyjnych. W połowie lat 60. udało się go sprowadzić do USA, gdzie został odremontowany. W 1988 roku  trafił do kolejnego właściciela, który utrzymywał go w pełnej sprawności. W samochodzie nadal działa klimatyzacja, elektryka i układ napędowy. W 2008 roku został wystawiony na sprzedaż. Osiągnął wtedy cenę na poziomie 1 200 000 dolarów. Nie został wtedy sprzedany, licytacja nie osiągnęła kwoty minimalnej.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że prawa do nazwy modelu zostały przekazane firmie Lamborghini, która przez jakiś czas należała do Chryslera. Tak w 1990 roku pojawiło się Lamborghini Diablo. Ale to już zupełnie inna historia.

The following two tabs change content below.
Prywatnie wielki miłośnik czterech kółek, ale pojadę również na dwóch lub trzech. Uważam, że nie ma brzydkich i złych samochodów, ale życie jest zbyt krótkie, by jeździć nudnymi modelami.

6 Comments

      1. ~XT

        Kilka ciekawostek nt. tego niezwykłego samochodu: jego napędem była turbina gazowa, spalająca „każdy rodzaj paliwa”, tj. ropę (dokładnie taką samą, jak do tłokowego diesla), benzynę bezołowiową, naftę, paliwo do silników odrzutowych oznaczane w USA „JP-4″ oraz… olej roślinny.
        Oznacza to ni mniej, ni więcej, że do tego samochodu można było wlać cokolwiek palnego, wsiąść i jechać przed siebie… zwiedzać świat, po drodze uzupełniając bak „czym się chce”.
        Turbina obracała się z szybkością 44500 obrotów na minutę, posiadała tylko 1/5 części ruchomych w porównaniu do silnika tłokowego. Moc tego prototypowego samochodu nie była wielka – 130 KM, a dźwięk jaki było słychać od przejeżdżającego Chrysler Turbine 1963 przypominał… pracę (cichego) odkurzacza lub suszarki do włosów. Jedno jest pewne, że pod względem brzmienia silnika nie można było tego futurystycznego pojazdu pomylić z typowym amerykańskim samochodem z tamtych czasów – z V8 pod maską…
        Skrzynia biegów, w jaką był wyposażony to dobrze znana w USA automatyczna „Torqueflite” (w latach 50 i wczesnych 60 posiadała 3 przełożenia).
        Zarówno wygląd tego modelu auta, jak i rozwiązania techniczne były zaprojektowane w USA, przez zespół pod kierownictwem gościa imieniem Elwood Engel, który wcześniej pracował dla Forda (stąd częściowe podobieństwo tego samochodu np. do Forda Thunderbird z 1961 roku). Tak naprawdę, włoska „Ghia” wykonała tylko nadwozie prototypu i pierwszych egzemplarzy produkcyjnych, które ostatecznie były montowane już w Stanach, w Detroit.
        Mało kto wie, że do momentu porzucenia tego projektu wykonano już 50 *produkcyjnych* egzemplarzy tego auta, plus wcześniej 5 prototypowych; wyprodukowane pojazdy wypożyczano do testów pracownikom i zaufanym klientom Chryslera – do testów praktycznych, w codziennym ruchu na ulicach. Planowano wyprodukować z przeznaczeniem do tego typu testów ponad 200 egzemplarzy modelu „Turbine”, jednak w międzyczasie zrezygnowano z podjęcia masowej produkcji tego typu samochodów… 46 samochodów całkowicie zniszczono (zgodnie z ówcześnie stosowaną przez amerykańskie koncerny motoryzacyjne praktyką niszczenia prototypów, które nie weszły do produkcji), przetrwało tylko 9 – kilka znajduje się w muzeach w USA, kilka w prywatnych zbiorach. Jeden z nich jest w posiadaniu znanej postaci telewizyjnej – Jaya Leno, jak widać w zamieszczonym przeze mnie wcześniej linku ( https://www.youtube.com/watch?v=b2A5ijU3Ivs ).

        Jak mówi sam posiadacz: „Even though this car is 50 years old, it just feels like… this is where we should have been right now!
        Smooth, quiet… The whole idea behind it was so revolutionary at the time… and still is.”

  1. ~MnS

    Faktycznie kosmiczny :) Robi wrazenie, no i ta moc… Kto się w 1957 roku przejmował spalaniem, palił 100, lało się 100 ;) Była „na tzw. Zachodzie” złote epoka, która, niestety musiała się kiedyś skończyć…

    1. ~arti

      Ale z tym 100, to pojechałeś… auto z tamtych czasów, o takiej mocy i tego typu silniku paliło ok. 20-25, a dopiero jak bardzo mocno „dusiłeś”, było to z 35 do max. 50.
      Znaj miarę… przecież nawet pompy paliwowe były wtedy mniej wydajne, niż dzisiaj. Ale niechby nawet… żeby spalić te „100/100km” to musiałby ciągnąć ze dwie przyczepy: jedną kempingową, drugą pełną węgla… pod wiatr.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>