Grecja: „Going into wild areas with nice vievs” | Moto Podróże
0 Flares 0 Flares ×

W tym roku Toyota RAV4 obchodzi swoje dwudzieste urodziny. Z okazji jubileuszu zostałem zaproszony na „RAV4 20th Anniversary Tour”, który odbył się w słonecznej Grecji.

Segment niewielkich SUV-ów już od dawna jest ważnym elementem strategii każdego, chcącego się liczyć producenta. Klienci chętnie wybieraj takie samochody. Jednak dwadzieścia lat temu nie było to takie proste. Samochody z napędem 4×4 były duże, ciężkie i uzbrojone w potężne silniki. Bardziej nadawały się do prac w terenie, niż do rekreacyjnej jazdy po asfaltowych drogach. To wszystko miało się wkrótce zmienić za sprawą upartego inżyniera.

Masakatsu Nonaka, główny inżynier Toyoty, stanął przed trudnym zadaniem. Ponad dwadzieścia lat temu, kiedy jeszcze pojęcie Sport Utility Vechicle nie istniało, musiał przekonać sceptycznie nastawiony do jego pomysłu zarząd, że produkcja nowego kompaktowego samochodu z napędem na cztery koła ma sens. Szans na powodzenie miał niewiele. Część departamentów Toyoty i kierownictwo firmy nie wierzyło w słuszność tej koncepcji do tego stopnia, że prace rozwojowe zostały w pewnym momencie zawieszone ze względu na opór wewnątrz firmy.

Na szczęście właściciele Toyoty posłuchali zdania działów odpowiedzialnych za sprzedaż samochodów w Europie. Miały one dobre rozeznanie rynku i stanęły po stronie inżyniera przekonując o potrzebie wprowadzenia projektu na rynek.

W 1994 roku podczas Salonu Samochodowego w Genewie po raz pierwszy zaprezentowano produkcyjną wersję nowej Toyoty RAV4. Dla segmentu aut 4×4 rozpoczęła się nowa era. Zachwyceni dziennikarze piszą: „jest to jedna z najgorętszych i przełomowych rzeczy, które pojawiły się w Japonii od czasów wynalezienia Walkmana”.

Sprzedaż w Japonii ruszyła w maju 1994 i już w pierwszym miesiącu salony zebrały zamówienia na 17 tys. sztuk tego modelu! Sama Toyota była zaskoczona popularnością modelu, przygotowała się bowiem na sprzedaż Rav4 na poziomie około 2 tys. sztuk miesięcznie. Na pozostałych rynkach było równie dobrze. Do sieci sprzedaży tego modelu dołączyły Europa, Afryka, Australia i Ameryka Łacińska. Tam w pierwszym miesiącu sprzedaży zebrano ponad 8 tys. zamówień, podczas gdy producent przygotował się na 4,5 tys. Fabryka pracowała bez wytchnienia.

Dzień pierwszy: 20 lat minęło… (z wizytą u Posejdona)

Wyprawa zaplanowana została na trzy dni i w dziewięćdziesięciu procentach wiodła przez niezamieszkałe tereny Grecji. W ten oto sposób pionier segmentu SUV pomógł nam w poznaniu kolebki zachodniej cywilizacji od innej, mniej uczęszczanej strony.

Grecy porzucają swoje samochody w miejscach, gdzie się zepsują. Inne sprzęty codziennego użytku kończą w ten sam sposób.

Środa, godzina 14.00. Lądujemy na lotnisku w Atenach. Jest zaledwie 22 stopnie Celsjusza – idealnie dla tych, którzy nie lubią upałów. Na dodatek wieje mocny wiatr, który będzie towarzyszył nam do końca wyprawy. Szybka kawa i odbieramy kluczyki do stojących na pobliskim parkingu najnowszych edycji RAV4.  W oko wpada nam egzemplarz ze skórzaną tapicerką w kolorze beżowym wyposażony w elektryczne unoszone drzwi bagażnika, przyciemniane szyby i ksenony. Jak się dowiadujemy te elementy są częścią specjalnego pakietu wyposażeniowego „20th Anniversary” przygotowanym przez oddział Toyoty w Polsce z okazji jubileuszu RAV4.

Tutaj nawigacja już nie działa. Wszystko w naszych rękach i na stronach Road Book'a.

Zgodnie z informacją przekazaną przez organizatorów na środę przewidziano półtoragodzinną trasę, której punktem kulminacyjnym będzie wizyta w świątyni Posejdona. Oprócz znajdującego się na pokładzie „naszej” RAV4 systemu multimedialnego Toyota Touch 2 uzbrojonego w nawigacje satelitarną i zintegrowanego z systemem Google Local Search zostaliśmy wyposażeni w 35-stronicowy Road Book, gdyż część tras wiodła przez niezaludnione tereny specjalnie wyznaczonymi ścieżkami. Cóż… skoro na wyjazdach zazwyczaj udaje mi się zgubić od razu po wjeździe na autostradę, to w greckich górach bez wątpienia będę musiał zostać do końca mych dni i żyć z wypasu owiec. Na szczęście organizatorzy wyprzedzili moje obawy. W bezpiecznej odległości za kolumną RAV4 jechał Land Cruiser wyłapując zguby, czyli najczęściej naszą ekipę.

Parking przy drodze krajowej numer 91. W tle przyladek Sunion, na jego szczycie świątynia Posejdona.

Niecałe 20 km odcinka przewidzianego na dzień pierwszy wiodło prze górzyste tereny parku narodowego Sounion. Z dala od cywilizacji, po drogach, na których można spotkać od czasu do czasu tylko pojedyncze osady pasterzy.  Sam park narodowy został założony w 1971 roku i zajmuje obecnie powierzchnię 4 tys. hektarów, z czego 500 to tak zwane jądro parku chronione zakazami i obostrzeniami. Nasza trasa wiedzie między innymi przez miejscowość Agios Konstantino (czyli św. Konstantyna) położoną na wysokości około 160 metrów nad poziomem morza.

Po niecałych 40 minutach docieramy do drogi krajowej nr 91, która biegnąc nabrzeżem odsłania nam widok na przylądek Sunion, na którego szczycie wyraźnie rysowało się dwanaście doryckich kolumn świątyni Posejdona.

Sygnujemy "naszą" Toyotę RAV4.

Temenos, czyli okrąg świątyni Posejdona leży 60 metrów nad poziomem morza. Jego początki sięgają czasów piątego wieku przed naszą erą. Kiedyś stanowił charakterystyczny punkt orientacyjny dla marynarzy, dziś jest najczęściej fotografowanym miejscem w Grecji. I prawdopodobnie najpilniej strzeżonym…

- Mister, kamera – groźną angielszczyzną powiedziała Pani sprzedająca bilety

- Tak, to jest kamera – odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą

- Mister, nie możesz kamera – Pani wychyliła głowę z okienka

- Jesteśmy dziennikarzami, to nasze legitymacje prasowe – ripostujemy zadowoleni, że mamy asa w rękawie

- Mister, a masz pozwolenie? – triumfuje Pani Z Okienka

- Nie mam, a kto może udzielić takiego pozwolenia? – w myśli dopowiadam, że najwyżej udamy się do Dyrektorki Tej Placówki

- Minister – szach, mat.

Świątynia Posejdona jest jednym z najpilniej strzeżonych miejsc w Grecji.

Cóż, według mitologii Sunion jest również miejscem śmierci Egeusza, który rzucił się stąd do morza, kiedy zauważył czarny żagiel łodzi, obwieszczający rzekomą śmierć jego syna Tezeusza. My nie zamierzaliśmy podejmować tak radykalnych środków, po prostu wnieśliśmy aparaty, czego dowodem są zdjęcia.

Grek na jednośladzie

Po degustacji mitologią wracamy do naszej RAV4 i błogosławiąc jej dwustrefową klimatyzację ruszamy krajową 91 używając przez następne 65 km tylko szóstego biegu. Jadąc spokojnie (spalanie na poziomie 6 l/100 km – 150 konny diesel mile zaskakuje) zastanawiamy się, gdzie podziali się mieszkańcy Grecji. Drogi, miasteczka, lokale świeciły pustkami. Po minięciu tabliczki „Ateny” wszystko stało się jasne. Schowali się w stolicy… i mieli ze sobą skutery.

Grecy poruszają się w mieście według własnych niepisanych zasad.

Dzień drugi: „going into wild areas with nice vievs”

Po­bud­ka o go­dzi­nie 7 rano, szyb­kie śnia­da­nie. Przed ho­te­lem cze­ka­ją już na nas nasze RAV4. Obok ho­te­lu ka­wiar­nia Cream ‘N Sugar raczy pierw­szych gości kawą i san­dwi­cza­mi. Na­prze­ciw­ko kiosk i ko­lo­ro­we ty­tu­ły po­ran­nych wydań dzien­ni­ków. Ateny po­wo­li budzą się do życia. Jest cicho i ospa­le.

Poranki w Grecji są powolne i ociężałe. O godzinie 7 rano na ulicach jest pusto.

Na­szym celem jest od­ci­nek po­pro­wa­dzo­ny z dala od ludz­kiej cy­wi­li­za­cji, umiej­sco­wio­ny na pół­wy­spie Pe­lo­po­nez pro­wa­dzą­cy do wi­niar­ni Se­me­li.

Ru­sza­my kra­jo­wą ósem­ką zo­sta­wia­jąc za sobą ro­sną­cy gwar wiel­ko­miej­skie­go życia. Za okna­mi na­szej To­yo­ty roz­po­ście­ra się pół­noc­na część Morza Egej­skie­go. Równa trasa zaj­mie nam we­dług planu około 40 minut. Mam więc czas na bliż­sze za­po­zna­nie się z To­yo­tą RAV4 i pa­kie­tem „20th An­ni­ver­sa­ry”.

Pod maską na­sze­go eg­zem­pla­rza pra­cu­je sil­nik 2.0 D-4D o mocy 150 KM. Napęd prze­ka­zy­wa­ny jest na czte­ry koła za po­mo­cą 6-stop­nio­wej ma­nu­al­nej skrzy­ni bie­gów. Z oka­zji 20-le­cia mo­de­lu RAV4 bę­dzie on do­stęp­ny w 2014 roku w wer­sji z na­pę­dem na czte­ry koła w po­łą­cze­niu z sil­ni­kiem 2.0 D-4D. Pa­kiet „20th An­ni­ver­sa­ry” do­stęp­ny jest na na­szym rynku w wer­sji Pre­mium z na­pę­dem AWD.

Międzynarodowa grupa dziennikarzy rusza spod hotelu. Przed nami 8 godzin jazdy po "dzikiej Grecji".

W jego skład wcho­dzą elek­trycz­nie uno­szo­ne drzwi ba­gaż­ni­ka, chro­mo­wa­na li­stwa klapy ba­gaż­ni­ka, osło­na tyl­ne­go zde­rza­ka, 18-ca­lo­we felgi alu­mi­nio­we, sys­tem „in­te­li­gent­ny klu­czyk”, chro­mo­wa­ne li­stwy bocz­ne, lampy kse­no­no­we i przy­ciem­nia­ne tylne szyby.

Nowa To­yo­ta RAV4 wy­po­sa­żo­na jest po­nad­to w napęd In­te­gra­ted Dy­na­mic Drive Sys­tem, który dzię­ki elek­tro­nicz­nie ste­ro­wa­ne­mu sprzę­głu cier­ne­mu do­łą­cza napęd na czte­ry koła w naj­krót­szym cza­sie spo­śród wszyst­kich SUV-ów do­stęp­nych na rynku. Kon­ku­ren­cyj­ne na­pę­dy pra­cu­ją ponad dwu­krot­nie wol­nej.

Moc może być prze­no­szo­na na oś przed­nią i tylną w pro­por­cjach od 50/50 do 100/0. Ten drugi wa­riant wy­bie­ra­ny jest au­to­ma­tycz­nie, kiedy sa­mo­chód po­ru­sza się po as­fal­cie z pełną przy­czep­no­ścią, dzię­ki czemu w nor­mal­nej eks­plo­ata­cji ob­ni­ża się zu­ży­cie pa­li­wa. Po zje­cha­niu w lekki teren kie­row­ca ma do dys­po­zy­cji przy­cisk blo­ka­dy na­pę­du AWD, dzię­ki któ­re­mu do pręd­ko­ści 40 km/h mo­ment ob­ro­to­wy jest roz­dzie­la­ny w sta­łym sto­sun­ku 50/50 na przed­nią i tylną oś.

W tle "dzika Grecja". Na pierwszym planie Toyota RAV4.

Wą­skie gar­dła dróg prze­ci­na­ją­ce do­li­ny i wspi­na­ją­ce się wzdłuż gór­skich zbo­czy, eks­tre­mal­nie wą­skie ser­pen­ty­ny. To wszyst­ko cze­ka­ło na nas przez na­stęp­ne 80 km bie­gną­cych, jak po­da­wał Road Book „into wild areas with nice vievs”. To wła­śnie tam układ na­pę­do­wy RAV4 miał mi się przy­dać naj­bar­dziej. Trasa zo­sta­ła wy­zna­czo­na gór­ski­mi dro­ga­mi, na któ­rych w trak­cie 8 go­dzin walki z ser­pen­ty­na­mi, ostry­mi zjaz­da­mi i stra­chem przed osu­nię­ciem się w któ­ryś z wą­wo­zów spo­tka­li­śmy za­le­d­wie czte­rech pa­ste­rzy, ukry­tą w do­li­nie ho­dow­lę koni, trzy stada owiec i kil­ka­na­ście krów.

Greckie Mustangi - ukryta w dolinie hodowla stała się dla nich zbyt mała i zbyt nudna. W tle RAV4 i ekipa z Austrii.

Po raz pierw­szy po­dzię­ko­wa­łem jego obec­no­ści, gdy na pro­stym od­cin­ku przy pręd­ko­ści za­le­d­wie 60 km na go­dzi­nę auto zsu­nę­ło się po ka­mie­niach z trasy, w kie­run­ku zbo­cza. Szyb­ka kon­tra i udało się wró­cić na tor. Jak prze­czy­ta­łem potem w in­for­ma­cji pra­so­wej: „napęd IDDS in­te­gru­je pracę trzech sys­te­mów jed­no­cze­śnie: dy­na­micz­ne­go roz­dzia­łu mo­men­tu ob­ro­to­we­go AWD, sys­te­mu sta­bi­li­za­cji toru jazdy VSC, oraz elek­tro­nicz­ne­go wspo­ma­ga­nia kie­row­ni­cy EPS”. To w sumie miło z jego stro­ny.

Od czasu do czasu na trasie spotykaliśmy także inne RAV4.

Po 4 go­dzi­nach jazdy, set­kach za­krę­tów i mo­dli­twą, o cho­ciaż jeden prost­szy od­ci­nek do­je­cha­li­śmy do wi­niar­ni Se­me­li. Znaj­du­je się ona na te­re­nie Nemei – sta­ro­grec­kie­go ośrod­ka kul­to­we­go. Tutaj od­by­wa­ły się igrzy­ska tak wiel­kie i pięk­ne, że do­rów­ny­wa­ły tym z Olim­pii. To tutaj He­ra­kles zabił lwa nomen onem ne­mej­skie­go i to tutaj znaj­do­wa­ła się świą­ty­nia na cześć Zeusa, a około 500 me­trów od niej sta­dion na około 30 tys. wi­dzów.

Po prawej stronie kilkudziesięciometrowa skarpa. Daleka droga na dół... Za nami ekipa pilnująca niesfornych dziennikarzy.

Sama wi­niar­nia zo­sta­ła za­ło­żo­na w 1979 roku przez Geo­r­ge Ko­ko­tos’a i jego żonę Annę. Para ta była jedną z pierw­szych pro­du­cen­tów wina. Jak za­pew­nia­ła nas prze­wod­nicz­ka wina pro­du­ko­wa­ne w wi­niar­niach na­le­żą­cych do spół­ki od­zwier­cie­dla­ją cechy re­gio­nów, w ja­kich się znaj­du­ją, szyb­ko zdo­by­ły więc wiel­bi­cie­li i wy­znaw­ców. Nie­ste­ty moja skrom­na osoba od­róż­nia za­le­d­wie dwa ga­tun­ki win: smacz­ne i nie­do­bre, czym nie omiesz­ka­łem po­dzie­lić się z panią prze­wod­nicz­ką… cóż, na pewno nie do­łą­czy mnie do swo­ich zna­jo­mych na fa­ce­bo­oku. Samo miej­sce jest nie­sa­mo­wi­te, a wi­do­ki nie­po­wta­rzal­ne. Po­le­cam, nie tylko mi­ło­śni­kom trun­ków.

Cztery generacje, 20 lat ewolucji modelu

Ostat­ni od­ci­nek trasy za­pro­wa­dził nas do na­sze­go ostat­nie­go w Gre­cji noc­le­gu. Hotel umiej­sco­wio­ny w gó­rach. Kiep­skie je­dze­nie, ale nad­ra­bia wi­do­ka­mi. Tam, dzię­ki wy­sta­wie wszyst­kich ge­ne­ra­cji RAV4 mia­łem oka­zje po­rów­nać, jak ten model zmie­nił się na prze­strze­ni ostat­nich dwu­dzie­stu lat.

1994-2000, I Ge­ne­ra­cja

Pierw­szy miej­ski sa­mo­chód 4×4, po­cząt­ko­wo ofe­ro­wa­ny z nad­wo­ziem 3-drzwio­wym. Kom­pak­to­wy i lekki: 3,69 m dłu­go­ści cał­ko­wi­tej, 2-li­tro­wy sil­nik o mocy 129 KM, brak re­duk­to­ra, nie­za­leż­ne za­wie­sze­nie. Dzię­ki małym roz­mia­rom i wyż­szej po­zy­cji za kie­row­ni­cą, wy­róż­niał się wy­jąt­ko­wą zwin­no­ścią i ła­two­ścią ma­new­ro­wa­nia. W 1996 roku do ofer­ty do­łą­czy­ła wer­sja pię­cio­drzwio­wa i napęd 2WD. Do­stęp­na była także wer­sja trzy­drzwio­wa z mięk­kim da­chem. W la­tach 1997-2000 pro­du­ko­wa­na była pierw­sza od­mia­na RAV4 EV, czyli sa­mo­cho­du z na­pę­dem elek­trycz­nym.

2000-2006, II Ge­ne­ra­cja

Do­stęp­na od po­cząt­ku pro­duk­cji z nad­wo­ziem 3- i 5-drzwio­wym, dłuż­szy­mi od­po­wied­nio o 5,5 i 4 cm od po­przed­ni­ka. Do­stęp­ne były dwa sil­ni­ki: 1,8 o mocy 123 KM, oraz 2,0 o mocy 150 KM. Pierw­szy Die­sel po­ja­wił się pod maską w 2002 roku (2.0 D-4D). Model był wy­po­sa­żo­ny w stały napęd na czte­ry koła z me­cha­ni­zmem róż­ni­co­wym o ogra­ni­czo­ny po­śli­zgu LSD.

Pierwsze trzy generacje Toyoty RAV4.

2006-2012, III Ge­ne­ra­cja

Zu­peł­nie nowa plat­for­ma, do­stęp­na z dwoma roz­sta­wa­mi osi (dłuż­sza na rynek ame­ry­kań­ski i ro­syj­ski). Dłu­gość cał­ko­wi­ta wzro­sła o 19 cm w przy­pad­ku krót­kie­go roz­sta­wu osi, oraz aż 47,5 cm w wer­sji dłu­giej. Sze­ro­ka ofer­ta sil­ni­ków: ben­zy­no­wy 2,0; 2,4; 2,5; 3,5 V6; oraz Die­sel 2,2. Nowa kon­cep­cja roz­wią­za­nia na­pę­du: au­to­ma­tycz­nie do­łą­cza­ny napęd na tylne koła, sys­te­my wspo­ma­ga­nia zjaz­du i pod­jaz­du.

Toyota RAV4 najnowszej generacji - pomimo miejskiego charakteru bez problemów sprawdza się z dala od asfaltowych dróg.

Od 2013 roku IV Ge­ne­ra­cja

Nad­wo­zie pię­cio­drzwio­we z jed­nym roz­sta­wem osi. Sa­mo­chód znacz­nie urósł w po­rów­na­niu do po­przed­niej ge­ne­ra­cji. Dłu­gość wzro­sła o 205 mm, sze­ro­kość o 30 mm, a roz­staw osi jest o 100 mm więk­szy. Dzię­ki temu wy­raź­nie wzro­sła także prze­stron­ność wnę­trza. Z ze­wnątrz sa­mo­chód na­wią­zu­je do po­zo­sta­łych mo­de­li To­yo­ty, dzię­ki utrzy­ma­niu wspól­ne­go ję­zy­ka sty­li­stycz­ne­go „Under Prio­ri­ty” oraz „Keen Look”. Jako SUV RAV4 otrzy­mał bar­dziej mu­sku­lar­ne nad­wo­zie z licz­ny­mi ak­cen­ta­mi te­re­no­wy­mi. Dzię­ki zu­peł­nie nowej kon­struk­cji słup­ków wy­raź­nie po­pra­wi­ła się także wi­docz­ność.

Ekipa dziennikarzy z Węgier trochę zbyt na poważnie wzięła wyprawę. Efekt - dwie opony do wymiany, ale za to zajęli pierwsze miejsce w stworzonym przez siebie konkursie.

Kiedy w 1994 roku pod­czas Sa­lo­nu Sa­mo­cho­do­we­go w Ge­ne­wie po raz pierw­szy za­pre­zen­to­wa­na zo­sta­ła To­yo­ta RAV4, dla seg­men­tu po­jaz­dów 4×4 roz­po­czę­ła się nowa era. W pierw­szym roku sprze­da­ży model zna­lazł 53 ty­się­cy klien­tów. Rok póź­niej licz­ba ta była dwu­krot­nie więk­sza, dwa lata póź­niej trzy­krot­nie więk­sza. W 2013 roku sprze­daż RAV4 dzie­się­cio­krot­nie prze­wyż­szy­ła wynik z pierw­sze­go roku pro­duk­cji. Łącz­nie To­yo­ta sprze­da­ła ponad 5 mi­lio­nów eg­zem­pla­rzy RAV4 (1,3 mln w Eu­ro­pie). Dzię­ki naj­wyż­sze­mu po­zio­mo­wi nie­za­wod­no­ści, ponad 90 proc. z nich jest nadal w ruchu – RAV4 od lat zaj­mu­je naj­wyż­sze po­zy­cje w ze­sta­wie­niach bez­a­wa­ryj­no­ści.

Samo poruszanie się po największej metropolii w kraju jest jak gra w squash z zawiązanymi oczami. Po drogach pomiędzy samochodami poruszają się setki motorowerzystów. Wyglądają miejscami jak stado nietoperzy, pojawiają się z nikąd i tylko dzięki temu, że nasza Toyota była wyposażona w BSM – system monitorowania martwego pola w lusterkach nie wróciłem do polski z szalonym Grekiem na sumieniu. Dojeżdżamy do hotelu.

The following two tabs change content below.
Prywatnie wielki miłośnik czterech kółek, ale pojadę również na dwóch lub trzech. Uważam, że nie ma brzydkich i złych samochodów, ale życie jest zbyt krótkie, by jeździć nudnymi modelami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>